Menu

Katniss i Peeta: Opowieść o wielkiej, sile miłości

Nowe życie, Katniss i Peety Mellarków

Rozdział 56: Symbol

karamel56

Perspektywa Katniss:

Szybkim krokiem idę przed siebie. Łzy cisną mi się do oczu. Jak on mógł? Tyle razy obiecywał że mnie nie skrzywdzi, a właśnie to zrobił. 

- Katniss czekaj! - Johanna zatrzymuje mnie i mono przytula. - Wiem że Ci ciężko. To moja wina. Przepraszam. 

- Nie, to nie Twoja wina. Jak on mógł podnieść na Ciebie rękę? Od kilku dni w ogóle go nie poznaję. Strasznie się zmienił... - dziewczyna odsuwa się ode mnie i staje zdumiona.

- Jak to? Nie ważne. Później mi opowiesz. Chodź. Musimy iść na dworzec. 

- Co? Jak to?

- Dobrze wiem że nie masz co ze sobą zrobić, ani dokąd pójść. Dlatego zabieram Cię ze sobą do czwórki. Annie zaprosiła mnie do siebie. Po to przyszłam. Chciałam zapytać czy nie chcesz jechać ze mną. Ale teraz nie mamy wyjścia. Jedziesz i koniec. - brunetka, ciągnie mnie za rękę, ale wyrywam się. 

- Ale jak? Przecież nie mam ze sobą żadnych rzeczy. Do domu teraz nie wrócę. Nie mogę. - po moim policzku spływa pojedyncza łza. Szybko ocieram ją rękawem. 

- O wszystkim pomyślałam. Zaraz po przyjeździe, pójdziemy na zakupy. Taki dziewczyński wypad, dobrze nam wszystkim zrobi. Tylko ty, ja, Annie i sklepy z ciuchami. A w czwórce są one naprawdę rewelacyjne! Na pewno znajdziesz tam coś dla siebie! No chodź. - puszczam się biegiem za Johanną i nim się oglądam docieramy na dworzec. Pociąg już czeka. 

Kiedy wsiadamy zaczynam się zastanawiać jak długo to potrwa. Na jak długo wyprowadzam się z domu? Jak długo wyprowadzam się od męża? Czy jeszcze kiedyś go zobaczę? A co jak załamię się tak samo jak mama po śmierci taty? 

Zajmujemy z Johanną dwa miejsca na końcu wagonu. Jest tu tak cicho że od razu zasypiam. 

#########################

Śni mi się nasze rozstanie. To jak Peeta na mnie nakrzyczał, jak mnie popchnął i uderzył. To jak ja go spoliczkowałam i wykrzyczałam mu prosto w twarz że , kiedy wyjdę nie wrócę. Śni mi się jego kpiący wyraz twarzy, kiedy mówił że wrócę bo nie mam co ze sobą zrobić. 

##########################

Perspektywa Peety:

Zostałem w domu sam. Katniss wybiegła z Johanną kilka godzin temu. I to prze ze mnie. Jak mogłem do tego dopuścić? Dlaczego ją uderzyłem? Dlaczego na nią nakrzyczałem? Co we mnie wstąpiło? 

Ona nazwała mnie potworem. 

Czy naprawdę nim jestem? 

Zmiechem? Marionetką Kapitolu? Czy stałem się tym, kim tak długo starałem się nie stać? 

Dlaczego ona ciągle nie wraca? Może naprawdę nie wróci? To wszystko moja wina. Wchodzę na górę i zamykam się w swojej pracowni. Tylko tu czuję się bezpieczny. 

##########################

Perspektywa Katniss (już w dystrykcie 4) :

- Katniss! - piszczy Annie i biegnie w moją stronę. Rzuca mi się na szyję i mocno ściska. - Przyjechałaś. A jednak Johanna Cię namówiła. A Peeta? Nie przyjechał z Tobą? 

- Nie. Wiesz. My... pokłóciliśmy się. Wyniosłam się z domu. Uderzył mnie. Co innego miałam zrobić? - Annie spogląda na mnie przepraszająco po czym zaprasza nas do domu. 

Wchodzę do domu i siadam na białej kanapie. Pamiętam kiedy ostatni raz tu byłam. Wtedy podjęłam z Peetą decyzję o naszym ślubie. Wszystko mi go przypomina. A najbardziej złota obrączka na palcu i pierścionek z wygrawerowanym ,,Na Zawsze". Nasze hasło. Nasz symbol. To on dodawał nam sił i otuchy w trudnych chwilach. 

- No to jak? Idziemy na te zakupy czy nie? - pyta zirytowana Johanna - Katniss przestań się nad sobą użalać i chodź. Zakupy dobrze Ci zrobią. Co nie Annie? 

- Tak, tak. Znaczy... Katniss... Johanna ma rację. Nie możesz cały czas siedzieć i się zamartwiać. Nie jest tak źle. Na pewno za chwilę się pogodzicie i wszystko będzie ok. Chodź. Pójdziemy do galerii. Tu w czwórce mamy super sklepy z ciuchami. - leniwie wstaję z wygodnej kanapy i podążam za Annie i Johanną. 

Idziemy jakiś kwadrans, po czym dochodzimy do centrum miasta. Annie zaprowadziła nas w super miejsce. Wszędzie są sklepy pełne przepychu, tiulu i koronek. Trochę mnie mdli na widok tej słodyczy. 

Johanna zaciąga mnie do pierwszego butiku i zaczyna myszkować w poszukiwaniu kreacji idealnej dla mnie. Od razu wpada mi w oko, szara sukienka. Jest na dosyć szerokich ramiączkach, i sięga mi trochę za kolano. 

- Jest wspaniała! - szepczę z zachwytu. 

- Bierzemy! Szukaj czegoś jeszcze! - Johanna co chwila wyciąga nowe ciuchy i pokazuje mi je. Z tej całej gromady wybieram zieloną, krótką sukienkę bez ramiączek z dosyć dużym dekoltem, czerwony sweter, niebieską bluzkę z krótkim rękawem i długą do ziemi złotą sukienkę, bez ramiączek z duży dekoltem i dużą dziurą na plecach. Ta jest prezentem od Johanny. 

Następnie idę z Annie po buty. Kupujemy czarne balerinki, szare buty na koturnie oraz złote szpilki. 

Wychodzimy obładowane siatkami. 15 minut marszu i jesteśmy w domu. Johanna otwiera drzwi i wnosi do domu wszystkie nasze zakupy. 

- Zaniosę Ci te ciuchy do pokoju! Tam na górę! Drugie drzwi po lewej! Trafisz sama? - krzyczy ze schodów. 

- Tak tak. Zaraz przyjdę. - postanawiam zostać na plaży. Maszeruję dosyć długo aż w końcu dochodzę do placu. Jestem znowu w mieście. Mijam jakieś opuszczone fabryki, stację kolejową. Zatrzymuję się przed wystawą sklepu z biżuterią. Na wystawie wisi piękny wisiorek z podobizną Kosogłosa. Jest wykonany ze złota. Ptak jest niesamowicie piękny. Ma rozłożone skrzydła, a w dziobie trzyma strzałę wykonaną z kryształków. 

- Katniss? - ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Dobrze znam ten dotyk. I ten głos. Obracam się i staję twarzą w twarz z Peetą. Co on tu robi? Myślę.

- Peeta? Co ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? - pytam robiąc pół kroku w tył. 

- To nie ważne. Chciałem... Cię przeprosić. Za dzisiaj. Za to że Cię uderzyłem. Przepraszam. Wybaczysz mi kiedyś? - chłopak łapie mnie za rękę i mocno ściska. 

- Peeta ja... nie wiem. Boję się. Od dłuższego czasu w ogóle Cię nie poznaję. Bardzo się zmieniłeś... nie podoba mi się to. - chłopak pochmurnieje.

- Wiesz... ja zrobiłem to dla Ciebie. Kiedy prawie umarłaś, zrozumiałem że to nie może tak być. To ja powinienem Cię chronić. A nie na odwrót. Nie chcę Cię znowu stracić. Postanowiłem że muszę stać się bardziej stanowczy. Nie chciałem żeby to odbiło się na Tobie i twoich uczuciach. Mówiłaś że się boisz. Powiedz. Powiedz czego. - chłopak podnosi moją brodę i zmusza mnie do patrzenia sobie w oczy. 

- Ciebie. Boję się Ciebie. Nie podobasz mi się taki. Nie takiego Ciebie pokochałam. Nadal kocham. - blondyn patrzy na mnie smutno. 

- Przepraszam. Nie wiedziałem że się mnie boisz. Nie powinienem do tego dopuścić. Ja... 

- Cicho. Nie mów nic więcej. Obiecaj. Obiecaj mi że się zmienisz. Że wrócisz tamten dawny ty. Ten którego kocham. Ten który był dla mnie wtedy przed laty tak życzliwy. 

- Obiecuję. - Peeta przyciąga mnie do siebie bliżej i mocno całuje. Kocham Go. Mocno wtulam się w jego pierś i zaczynam cicho szlochać. 

- Nie wrócę do Ciebie. Nie umiem. Nie umiem zapomnieć tamtego bólu. Muszę spróbować opanować ten strach... - chłopak nie wypuszcza mnie z uścisku. 

- Rozumiem. Ale obiecaj że kiedyś, wrócisz do mnie. Kocham Cię. - szepcze Cicho. 

- Ja Ciebie też. Na zawsze. Wrócę. Kiedyś... - odpowiadam i odsuwam się. W tym momencie, ściągam z palca obrączkę. Biorę dłoń Peety i wsuwam w nią pierścionek. 

- Żegnaj. - mówię i odchodzę bez słowa. Zdejmuję drugi pierścionek i chowam go do kieszeni. Obiecałam Peecie że kiedyś wrócę. Nie wiem kiedy. Teraz nie umiem. Zostawiłam go. Ale to był mój wybór. Teraz został mi po nim tylko ten mały, złoty pierścionek. 

Symbol. 

##########################

Wiem że zabijecie mnie za taki obrót sprawy ale uznałam że lepiej będzie jeżeli na razie odpoczną od siebie. Każde pójdzie własną drogą, spróbuje na nowo ułożyć sobie życie. Ale kiedyś... może do siebie wrócą. 

***********************************

Ps. Jeżeli nie zrozumieliście to Katniss oddając Peecie obrączkę tak jakby zerwała z nim. Nadal są małżeństwem ale tylko na papierze. Kiedy Peeta pyta Katniss czy wróci, a ona odpowiada ,,kiedyś" to znaczy że wie że kiedyś do niego wróci ale nie wie czy za rok czy za dwa...

© Katniss i Peeta: Opowieść o wielkiej, sile miłości
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci