Menu

Katniss i Peeta: Opowieść o wielkiej, sile miłości

Nowe życie, Katniss i Peety Mellarków

Rozdział 57: Nadzieja

karamel56

Dedykuję ten rozdział mojej przyjsciółce Lusi. To dzięki Tobie mam siłę pisać.

**************************************

Perspektywa Katniss: 

Kolejny dzień próbuję się nie załamać. Od naszego rozstania minął już miesiąc a ja nadal cierpię. Dziewczyny starają się mi pomóc jak umieją - na próżno. Nie umiem znaleźć sensu życia bez Peety. 

Od niedawna do Annie, zaczął przychodzić przystojny chłopak. Frans. Spodobałam mu się. Jest prawie taki jak ja. Pochodzi z ósemki więc wie co to znaczy żyć biednie i po za systemem. 

Niedawno chciał mnie poderwać ale się nie dałam. Ciągle mam nadzieję że Peeta się zmieni. 

#########################

Perspektywa Peety:

Kolejny dzień, kolejny kieliszek. Kiedy jestem w domu sam, głównie piję. Znowu zacząłem. Przechodziłem już podobny okres po poronieniu Katniss. Ale wtedy było inaczej. Wtedy martwiłem się że ona umrze. Teraz martwię się że ode mnie odejdzie. To o wiele gorsze. 

Wstaję. Bimber przestał mi już smakować. Zbieram puste butelki ze stołu a resztkę trunku wylewam. 

Wchodzę na górę. Otwieram drzwi do sypialni i siadam na łóżku. Zdecydowanie jest ono za duże jak dla jednej osoby. No tak. Wcześniej spały w nim dwie osoby. 

Nie mogę już dłużej czekać. Od naszego rozstania minął już miesiąc. Katniss na pewno zdążyła mi już wybaczyć. Ja zmieniłem się. Znowu stałem się taki jak dawniej. Tak jak chciała. Na dzisiaj to już za dużo. Kładę się i po chwili zasypiam. 

#########################

Perspektywa Katniss (dwa dni później): 

- Frans dzisiaj wpadnie. Urządzam małą imprezę i postanowiłam go zaprosić. Wiesz, wydaje mi się że wpadłaś mu w oko. Może umówisz się z nim na randkę? - Johanna wyjmuje na blat w kuchni różne butelki z alkoholem. 

- Nie zapominaj że jestem mężatką. Po za tym nie w głowie mi teraz romanse. Wiesz że cierpię po rozstaniu z Peetą. - podchodzę do niej i siadam na małym stołku. 

- Daj spokój. Od waszego rozstania minął już miesiąc. Może to pora by poszukać sobie nowego partnera? A ty i Frans idealnie do siebie pasujecie. - Johanna otwiera jedną z butelek i upija łyk. - Po za tym z Peetą jesteście małżeństwem tylko na papierze. - ona ma rację. Nie widziałam go już tak dawno że to aż głupio nazywać go mim mężem. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. - Pójdę otworzyć. 

Idę do drzwi. Otwieram a w nich stoi Frans z bukietem czerwonych róż. 

- Dla Ciebie. - mówi i podaje mi kwiaty. - Przepiękne kwiaty, dla przepięknej kobiety. - przepiękna. Tak dawno nikt nie nazwał mnie piękną. 

- Dziękuję. Są śliczne. - Frans uśmiecha się do mnie. To taki szczery uśmiech. 

- Cześć Johanna. Dlaczego zaczęłaś pić beze mnie? - chłopak podchodzi do Johanny i zabiera jej butelkę, po czym upija z niej dosyć duży łyk. - To co? Zaczynamy zabawę? Katniss, przyłączysz się do nas? - chłopak odwraca się do mnie i podaje mi butelkę. Biorę ją i wypijam zawartość do końca.

- Jasne. Pora się zabawić! - uśmiecham się do Johanny a ona natychmiast wybucha głośnym śmiechem. 

I tak zabawa zaczyna się na dobre. 

Kilka dobrze pokropionych alkoholem, godzin później:

Nie upiłam się. Naprawdę. Siedzę z Fransem na kanapie i piję drinka, zrobionego przez chłopaka. Zabawa trwa w najlepsze. Johanna już dawno zasnęła, pijana.

- To jak? Zostaniesz moją dziewczyną? - pyta nagle chłopak. 

- Nie. Frans, ja nie mogę. Mam męża. Co prawda, jesteśmy w trakcie poważnej kłótni, i jesteśmy w separacji ale... nie zrobię mu tego. - Frans przestaje być taki wesoły. 

- Ach tak? Przecież się nie dowie. Nawet o tym - chłopak pochyla się i wbija swoje usta w moje. Opieram się ale, chłopak wygrywa. Nagle popycha mnie i rzuca na kanapę. Kładzie się na mnie i zaczynam mocniej całować. 

- Frans przestań! Natychmiast! - odpycham chłopaka ale on staje się bardziej natarczywy. 

- Chcesz tego. Chcesz. - Nagle łapie moją bluzkę i dosłownie zrywa ją ze mnie. Opieram się ale on jest za ciężki. Nie mogę go z siebie zepchnąć. Chłopak zdejmuje swoją koszulę. Już zaczyna rozpinać mój stanik. Zaczynam wrzeszczeć. Nie wiem czy to pomoże. Johanna się nie ocknie. Jest zbyt pijana. Ja też jestem zamroczona przez alkohol. 

- Pomocy! Ratunku! Na pomoc! - zaczynam szlochać. Próbuję się wyrwać, ale Frans przygwożdża mnie mocniej. Całuje mnie po całym ciele. Zaczyna rozpinać moje dżinsy. Boże, ile ja bym dała żeby Peeta był teraz ze mną. Nagle, ktoś otwiera drzwi. - Pomocy! - wrzeszczę głośniej, za co dostaję od Fransa po twarzy. Zamykam oczy. Nie chcę widzieć co się zaraz stanie. 

Nagle ciężar znika. Ktoś zaczyna jęczeć. Otwieram oczy. 

- Peeta... - tak. To naprawdę on. Stoi tam i okłada Fransa pięściami. Boże. Jest tu. Uratował mnie. Ochronił. Mój Peeta. Blondyn przestaje okładać chłopaka i podbiega do mnie. Czuję się skrępowana ponieważ leżę tu pół-naga. 

- Katniss nic Ci nie jest? Nic Ci nie zrobił? - Peeta podchodzi do mnie i przytula mnie. 

- Nie. On... próbował mnie zgwałcić. Ja tego nie chciałam. Uwierz mi. - wtulam się mocniej w chłopaka. 

- Wierzę. Już wszystko dobrze. Nie dam Cię skrzywdzić. Spróbuj wstać. Musisz się ubrać. - blondyn podaje mi stanik, po czym zdejmuje swoją bluzę i podaje mi ją. Szybko ją zakładam. Za szybko. Zaczyna mi się kręcić w głowie. Wszystko mnie boli. Usuwam się na kanapę. - Na pewno wszystko dobrze? Źle wyglądasz. 

- To przez alkohol. Trochę dzisiaj wypiłam. No i jeszcze dostałam od niego po twarzy. - blondyn z gniewem spogląda na leżącego na podłodze chłopaka. 

- Tak właściwie to kto to jest? - pyta blondyn. 

- To nie ważne. Ważniejsze. Skąd wiedziałeś kiedy przyjść? Skąd ty się tu w ogóle wziąłeś? - podnoszę się i opieram głowę na ramieniu chłopaka. 

- Przyjechałem dzisiaj rano. Chciałem przyjść, zapytać czy... no wiesz. Długo nie mogłem się zebrać by tu przyjść. W końcu kiedy się zdecydowałem, usłyszałem Twoje krzyki. Wpadłem tu i zobaczyłem Cię z nim. Zrozumiałem że coś jest nie tak, bo krzyczałaś. Rzuciłem się na niego. A resztę historii już znasz. - chłopak uśmiecha się do mnie smutno. - Katniss? Czy ty... no wiesz. Wybaczyłaś mi już? Wrócisz do mnie? Ja nie umiem bez Ciebie żyć. - blondyn spogląda mi w oczy. 

- Peeta ja... wybaczyłam Ci już dawno. Ale po dzisiejszej wpadce... dziwnie się czuję... wiesz... wracajmy do siebie małymi kroczkami. - odsuwam się od chłopaka. 

- Dobrze. A co będzie tym pierwszym kroczkiem? - pyta chłopak z powątpiewaniem. 

- To że mnie pocałujesz. - Peeta nachyla się nade mną i łączy nasze usta w pocałunku. Zarzucam mu ręce na kark i jeszcze mocniej go do siebie przyciągam. Odrywamy się od siebie by nabrać powietrza. 

- Dom na Ciebie czeka. Wróć ze mną do dwunastki i zamieszkaj ze mną.

- Zgoda. Wrócę. Ale nie rozmawiajmy o tym teraz. No. Pocałuj mnie jeszcze. - chłopak nachyla się i mocno mnie całuje. Przyciągam go jeszcze mocniej zmniejszając dzielącą nas odległość do zera. Blondyn kładzie się na mnie, a ja zaczynam odczuwać dyskomfort związany z dzisiejszymi wydarzeniami. -To Peeta - upominam się w myślach i staram się rozkoszować tą chwilą spędzoną razem z nim. 

- Cieszę się że do mnie wracasz. - chłopak podnosi się i kieruję się w stronę wyjścia. - Ja już chyba pójdę. Muszę znaleźć sobie miejsce do spania. - przecież on może zostać tutaj. Annie ma pokój gościnny. Przecież on może spać ze mną. Koszmary jeszcze nie odeszły. 

- Peeta. Zostań ze mną. - proszę cicho. 

- Zawsze. - odpowiada. 

#######################

Jak widzicie nasi kochankowie już do siebie wrócili. Nie za dobrze umiem opisywać sceny rozłąki. 

Jak możecie się spodziewać, wielkimi krokami zbliżamy się do rozdziału +18. Ale to później. 

Na razie mam w planach, zrobić i małe wakacje w czwórce, oraz specjalną niespodziankę od Peety dla Katniss z okazji jej urodzin. 

Ściskam i całuję

karamel56

© Katniss i Peeta: Opowieść o wielkiej, sile miłości
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci